Ostatnie pozegnanie

Witam Państwa na naszym nowym Forum Stowarzyszenia. Udostępniamy Państwu możliwość wymiany doświadczeń i wiedzy na temat naszej choroby oraz jej leczenia. Możemy również rozmawiać na inne ważne dla nas tematy.
Zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam,
Roman Sadżuga

Ostatnie pozegnanie

Postprzez slonko » Śr wrz 26, 2018 10:24 pm

Ostatnie pozegnanie
Kilka lat temu poraz pierwszy weszlam na to forum by dowiedziec sie wiecej o szpiczaku. Nie wiem ile razy plakalam czytajac wasze historie i starajac sie pomoc dzielac moim doswiadczeniem. Za kazdym razem gdy czytalam forum myslalam ze nadejdzie kiedys taki dzien gdy napisze moj ostatni post. Nie wiem czemu to robie, moze dla samej siebie a moze ktos potrzebuje jakiejs rady a moze dlatego ze tylko wy mnie rozumiecie, ze nikt kto nie choruje lub nie ma bliskiej osoby chorej na raka nie zrozumie.
Otoz 20 Czerwca odeszla moja mamunia po 8 latach walki ze szpiczakiem. Moja kochany promyczek, przyjaciolka I najwazniejsza osoba w zyciu. Mimo tylu lat walki nigdy nie narzekala zawsze mowila ze kazdy dzien trzeba zaczynac z usmiechem. Po 5 latach szpiczak wrocil a drugi przeszczep nie pomogl jak bysmy chcieli, radioterapia zredukowala bole a chemia pomogla przez dwa lata poczym wyniki zaczely leciec na leb. Do tego 22 maja tego roku miesiac przed mama zmarl moj kochany tatus a mamunia strasznie to przezyla jak rowniez my. Dzien po pogrzebie poszla do szpitala na wyniki I podnoszenie krwinek bo staralismy sie o nowy lek. Pozostala w szpitalu na 3 tygodnie I swiat zaczal mi sie walic. Z dnia na dzien bylo cos nowego a tu zapalenie pluc, tu bole w klatce, niekontrolowane przysypianie bo slabe wyniki az szpik przestal dzialac a chemia ratujaca zycie juz nie pomogla.
Zawsze u mamusi bylam do 18 a tu w ten dzien wyszlam o 16 kupic pizamke. Tego nie wybacze sobie do konca zycia bo odeszla o 16.30. Obiecalam jej tyle razy ze zawsze bede jak bedzie mnie potrzebowac I zawiodlam odeszla sama. Nie moge tego przezyc choc w szpitalu powiedziano mi ze moze tak chciala I czekala jak wyjde. Ja tak chcialam byc przy niej przytulic, poglaskac I trzymac za reke I bylam caly dzien ale nie dosc dlugo. Tyle rzeczy teraz zrobilabym inaczej tyle chcialabym od niej uslyszec zawsze mowilam ze mamy czas porozmawiac o wszystkim, czasem nie sluchalam lub bylam nerwowa a teraz dalabym wszystko by uslyszec choc slowo. Tyle chcialam jeszcze od niej sie nauczyc tyle planow I marzen mialysmy razem. Nie bylo dnia bysmy nie rozmawialy godzinami a teraz nie zostalo juz nic tylko zal do samej siebie bo zawsze mozna bylo zrobic cos lepiej. Moj swiat runal a ja nie umiem sobie z tym poradzic. Nie umiem przezyc tego ze pozegnalam dwoje ukochanych mi rodzicow (67 lat) w ciagu dwoch miesiecy a bol, stress I zal ktory w sobie nosze wplywa na moje zdrowie coraz bardziej. Wiem, ze mama by tego nie chciala ale co moge zrobic.
Kiedy mame zdiagnozowano powiedzialam sobie ze kazdy dzien bede traktowala jak ostatni I codziennie mowilam ze ja kocham I ze jest dla mnie najwazniejsza i ze jestem jaka jestem dzieki niej. Mowila ze zyla tyle i mobilizowala sie do zycia bo miala od nas wsparcie bo to w chorobie jest najwazniejsze. Zawsze bala sie ze bedzie umierac w strasznych bolach i przez dlugi czas. Jestem wdzieczna losowi ze tak sie nie stalo.

Kochani zycze wam duzo zdrowia i sil do walki z ta podstepna choroba. Jesli macie kogos kto choruje to kochajcie I wspierajcie z calych sil.
slonko
 
Posty: 28
Dołączył(a): N lis 07, 2010 8:48 pm

Re: Ostatnie pozegnanie

Postprzez gosia18.74 » Pt wrz 28, 2018 11:21 am

Nasza droga koleżanko.
Czytałaś już pewnie wiele razy i moją i mojego męża historię. Mąż wiele lat starszy, ale to nic, zwojujemy świat będzie nam wiele dane. Niestety z tych wspólnych 17 lat, 10 było cudowne, a 7 sama wiesz, diagnoza, szpiczak [...]. Tak samo jak Ty swojej mamusi mówiłam jemu codziennie, że kocham go najbardziej na świecie, że on już teraz nic nie musi, że mamy się cieszyć życiem, że wyduśmy to życie do końca jak cytrynkę. Jakież było moje zaangażowanie, jak gasnął z dnia na dzień, jak mi się wydawało, że "tchnę" w niego trochę mojego życia i znów wyjdzie z opresji, że będzie jeszcze długo żyć. Tak się nie stało, w ubiegłym roku w Wielki Piątek odszedł przegrał i ja przegrałam z tą wredną chorobą. Ileż to razy słyszałam w środku u siebie, "zostawił cię" "odszedł", ale zaraz wracało, przecież tak straszliwie tego nie chciał tak mocno Cię kochał. Tyle razy w mojej głowie słyszałam jak mi szepce, musisz żyć!!!!, a ja już tam u góry, ale z Tobą. I czuję to, wierzę, że z moim Tatą, który odszedł również tam.. dwa lata wcześniej siedzą sobie radośni, bez bólu i opiekują się nami. Tutaj zaś znajdą się osoby, które nie dadzą nam się całkiem załamać, ja to widzę, wierzę w to. Dodam Ci jeszcze, że przez cały rok byłam na cmentarzu codziennie, opiekowałam się grobem, aby było "najpiękniej". Po roku jednak zakończyłam i ten etap, jestem często, ale nie codziennie, jednak nadal kiedy wracam pamięcią i myślę, że słowo "nigdy już" .... czuje się tak strasznie i nie mogę tego znieść. Gdybyś chciała porozmawiać wyślij info oddzwonię lub odpiszę. Twoja mama, mój mąż i wielu wielu innych przyjaciół z forum pewnie już tam cieszą się razem i myślą jak nam pomóc tutaj na ziemi, żeby nam było lepiej. Trzymaj się a ja w swoim sercu dołączyłam i Twoja mamę do grupy tych, którzy z moim mężem walczyli tu bardzo bardzo dzielnie, ale .....
gosia18.74
 
Posty: 227
Dołączył(a): Śr lut 09, 2011 10:14 pm
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Re: Ostatnie pozegnanie

Postprzez slonko » Pt wrz 28, 2018 12:11 pm

Gosiu,

Strasznie mi przykro ze rowniez doswiadczylas straty. Niestety nie moge pojsc na cmentarz czesto bo nie mieszkam w kraju co moze sprawia ze jest z jednej strony latwiej bo mysle ze rodzice sa w domu tylko mnie tam nie ma. Wrocilam do 'domu' w zeszlym tygodniu i nie umialam sobie poradzic bedac w domu, ktory nigdy nie byl tak pusty, z brakiem usmiechnietych buzi bo przeciez 4 miesiace temu byli tam oboje. Dziekuje za twoje slowa zrozumienia. Bliscy sa i wspieraja ale sama wiesz ze jak jest gdy jestes z kims tak blisko, gdy druga osoba jest dla ciebie wszystkim a nagle jej nie ma nikt tego nie zrozumie, nikt nie wie co przezywalas wsrodku patrzac jak iskierka gasnie. Moj kazdy dzien krecil sie wokol nich, budzil mnie mamy sms i konczyl sie telefonem do mamy. Kazdy dzien byl stresem i oczekiwaniem kiedy ich zobacze i usciskam. Jezdzilam do domu bardzo czesto i staralam sie z calych sil by mama miala wszystko co potrzebuje a teraz mysle ze moglam przeciez wiecej, moglam wiecej. Napisala mi ze jestem najukochansza corka jaka mogla sobie wymarzyc a ja siedze i czytam to w kolko myslac ile rzeczy moglam lepiej, choc mama zawsze mowila ze robie duzo ze jedyne czego chce zebym usmiechala sie jak kiedys i jak tu sie usmiechac kiedy ich juz nie ma i zycie juz nigdy nie bedzie takie samo

A
slonko
 
Posty: 28
Dołączył(a): N lis 07, 2010 8:48 pm

Re: Ostatnie pozegnanie

Postprzez slonko » Pt wrz 28, 2018 12:29 pm

Mam nadzieje ze tak jak mowisz Gosiu sa teraz szczesliwi. Straszna jest ta choroba i bol z nia zwiazany ale teraz juz nie bola kostki.
Zycze ci duzo sily bo to chyba potrzeba nam najbardziej.

Jestem wdzieczna doktorowi A. Jurczyszynowi za porade odnosnie osrodka leczenia i lekarza z hematologi w Legnicy, ktorzy pomogli gdy inni nie chcieli i dzieki temu mama pozyla 2 lata dluzej i bole ustapily w stopniu pozwalajacym jej funkcjonowac.
slonko
 
Posty: 28
Dołączył(a): N lis 07, 2010 8:48 pm

Re: Ostatnie pozegnanie

Postprzez lulu » Wt paź 09, 2018 9:15 am

Zaraz minie rok jak mój brat odszedł. Jeszcze się łapię na tym, że czasem chciałabym zapytać go o poradę.
lulu
 
Posty: 261
Dołączył(a): So gru 11, 2010 9:34 pm


Powrót do Forum Pacjentów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości